Empik - pełna kultura. Z półki zdejmuję Dublińczyków Joyce'a, zwracam się w stronę kasy, chcę płacić. Miła dziewczyna siedząca przy niej pyta mnie, czy mam ochotę na karty do gry za pół ceny, ja że nie. Bierze do ręki książkę, albowiem ma obowiązek zidentyfikować jej niepowtarzalny kod kreskowy, nagle zastyga, na jej twarzy pojawia się półuśmiech, podnosi wzrok na mnie i rzecze w te słowa: - Wie pan, ale jeżeli wyjeżdża pan do Dublina, to nie jest to odpowiednia lektura, przewodniki są po tej stronie (tu wskazuje tę stronę). Odpowiadam, że nigdzie się nie wybieram, ale chciałbym tę właśnie książkę. Ona na to, że nie znajdę w niej tego, czego szukam, bo Joyce to taki pisarz, literat, i to jest książka o Dublinie sprzed prawie stu lat. Ja, że wiem. Przecież nie bombardowali ich w czterdziestym piątym, toteż niewiele się musiało tam zmienić i na pewno trafię.